krkoff.doc – plik tekstowy.

“kucnia..”

Opublikowany w fotoblog przez krkoff w dniu październik 14, 2008


Ta z Żor. Z mieszkania. Brakuje mi jej. Jej, a przede wszystkim kota, który niepodważalnie tam panuje.
Jutro dowiem się czy będę mieszkał w okolicach “Placu Inwalidów”.

Otagowano z:, ,

“wyjechałem..”

Opublikowany w fotoblog przez krkoff w dniu październik 14, 2008


Wyobraźmy sobie człowieka, który idzie trzymając dużą walizkę. Nie wiemy, co w niej jest, nie interesuje nas to. Po Prostu ją trzyma i idzie. Nie wiadomo gdzie. Ważne, że gdzieś, przed siebie. Obraz jest stary, całkiem jak w niemym filmie. Widzimy różnego rodzaju paprochy, syfy.
Nasz bohater przemierza ulice, po czym zatrzymuje się w celu odpalenia papierosa.
Podczas jego postoju widzimy, iż kładzie swą potężną walizę obok innej. Naszą uwagę jednak przykuwa to jak odpala papierosa ostatnią zapałką.
Następnie widzimy naszego bohatera idącego dalej. Zdaje się, iż jego bagaż stał się cięższy. Dużo cięższy. Marsz naszego nieznajomego ku nieznanemu nie jest już tak płynny. Zmaga się z ciężarem walizki. Nagle na jego drodze pojawiają się schody. Na początku widzimy kilka „schodków” z perspektywy walizki. Następnie jednak możemy spojrzeć na „Pana Niewiadomskiego” z perspektywy ostatniego stopnia, gdzie ledwo go dostrzegamy. Jest małą kropką, z jeszcze mniejszą kropeczką obok (walizką). Nasz bohater zdając sobie sprawę z ogromu wyzwania, które go czeka. Jednak bez większego zawahania podejmuje je.
Podnosi lewą nogę kładąc ją delikatnie na pierwszym stopniu. Robi przerwę. Wdech – wydech, po czym z wielkim wysiłkiem podnosi walizkę, którą podnosi mniej więcej na wysokość drugiego stopnia. Delikatnie opuszczając walizkę, tak by stała, mniej więcej stabilnie, dokłada prawą nogę do lewej. Czynność tę powtarza cały czas. W tak zwanym między czasie, nasz obraz „Pana z Walizką” zmienia się. Polowi obraz się wyostrza, wygładza. Pojawia się dźwięk, kolor. Dochodzimy do momentu, gdy nasz obraz jest bardzo klarowny, czujemy się jak w kinie. Można by, rzec, iż widzimy jakość „Full HD”, gdy orientujemy się, że nasz bohater jest na „ruchomych schodach”, a jego walizka płynie spokojnie obok niego na taśmociągu. W tym momencie „Pan z walizką” dojechał do końca, jest szczycie schodów. Schodów, które wydawały się nie do pokonania. Z jego ust płynie ledwo słyszalny szept: „Ja pierdolę..”

Tak więc zaczęło się. W końcu nadszedł czas, czas gdzie pisklę musiało opuścić ciepłe gniazdo rodziców. Nie zostało ono bestialsko z niego wypchnięte, ale mimo to samo chciało je opuścić.
Ten magiczny moment miał miejsce jakiś czas temu. Teraz, w tym momencie, mam za sobą tydzień mieszkania w grodzie Kraka oraz szybką, dość spontaniczną wizytę na śląsku, w domu. Dziwnie się czuję, nowe miejsca, nowi ludzie. Odwiedzanie Krakowa od czasu do czasu z jakiejkolwiek imprezy ma się nijak do bycia tu na co dzień.